Dubbing to trudna sztuka [Relacja z wydarzenia]

Bartek Kułakowski | 27 listopada 2014

Kilka dni temu otrzymałem zaproszenie do firmy Acer na nietypowy event. Zazwyczaj nie biorę pod uwagę wyjazdów w trakcie tygodnia, koliduje to z moimi szkolnymi zajęciami i zwyczajnie muszę postawić przed sobą pewne priorytety. Sytuacja zgoła odmienna miała miejsce w przypadku imprezy organizowanej przez wcześniej wymienioną firmę.

Co mnie skusiło?

dubbing

Pieniądze, złote dywany, luksusowe samochody. A tak naprawdę…
Warsztaty! Od zawsze chciałem się dowiedzieć czegoś więcej o pracy głosem. Z racji prowadzenia kanału na YouTube, jestem co tydzień zmuszony do nagrywania swoich własnych mini narracji. Nie da się ukryć, dykcji nie mam najlepszej, głos w testach zaliczam do elementów, nad którymi muszę najwięcej pracować, stąd po przeczytaniu maila z zaproszeniem wiedziałem, że muszę się tam znaleźć!

Osoba Tomasza Knapika, lektora-legendy zmusiła mnie do przybycia na warszawskie tereny. Było warto?

Jak pracować swoim głosem?

dubbing

Jadąc tramwajem na miejsce zbiórki, przez megafony miałem przyjemność słyszeć „zapowiedź” spotkania z panem Tomkiem,  to właśnie on, informował mnie w przedziale, o kolejnych stacjach busa szynowego.

Wydarzenie miało miejsce w sali filmowej jednego z kin. Jak zawsze, na spotkanie przyszedłem pierwszy, ktoś musiał (po prostu uwielbiam to…). Małe poświęcenie w całości zrekompensował monolog Tomasza Knapika. Tak potężnego głosu w życiu nie słyszałem. Nagłośnić salę filmową bez użycia mikrofonu – żaden problem! W trakcie wystąpienia lektora dowiedziałem się kilka przydatnych informacji, dotyczących techniki mówienia, które na pewno wykorzystam przy nagrywaniu kolejnych podcastów.

Dubbing = ciężki kawałek chleba

dubbing

Wydarzenie odbywało się pod znakiem dźwięku. Z tego względu zostaliśmy podzieleni na grupy, których zadaniem było… przygotować scenariusz do oryginalnej reklamy produktu Acer. Prościzna, o ile znalibyśmy materiał reklamowy. Do dyspozycji dostaliśmy tylko kilka zrzutów ekranu oraz scenariusz, z wyliczoną liczbą sylab w dialogach, pod które należało podstawić swój tekst. I zaczęły się schody.

Czasu na to było niewiele, pomysłów za dużo, albo zupełny brak. Skończyło się oczywiście na improwizacji i moim zdaniem było to najlepsze możliwe rozwiązanie. Dubbing wyszedł dużo bardziej naturalnie niż przy próbach z wymyślonym wcześniej tekstem. Móc poczuć się jak prawdziwy lektor, założyć słuchawki i stanąć przed mikrofonem – bezcenne. Przy okazji dowiedziałem się, że praca nad udzielaniem głosu postaci w filmie może zająć nawet 3 miesiące, a to świadczy, jak niewyobrażalnie pracochłonne jest to zadanie.

Dla osób ciekawych, poniżej zamieszczam oryginalną wersję filmu, oraz naszą, twórczą propozycję.

Nasza produkcja LINK