Niepozorny gigant – Recenzja Cubot X9 [Mobileo#109]

Bartek Kułakowski | 5 kwietnia 2015


Recenzja Cubot X9

Wstęp

X9

Ostatnim czasy bardzo zainteresowały mnie smartfony Chińskich producentów. Niedawno testowałem na kanale Ulefone Be Pro, którym bardzo się zainteresowaliście. Dzisiaj zamierzam przedstawić Wam Cubot o oznaczeniu X9.

Obudowa – pełen profesjonalizm

X9

Pierwsze co rzuca się w oczy, to bardzo mała grubość urządzenia wynosząca raptem 6.9mm, wynik niezwykle kuszący, a do tego dochodzą jedynie 124 gramy! Cienka obudowa, niewielka waga a do tego świetna cena, można? No pewnie, że można!

Biorąc w dłoń X9 pierwszy feeling (jak ja nie lubię makaronizmu!) więc, wróć, pierwsze wrażenie związane z tym modelem jest nieziemskie. Metal pokrywający tylną klapkę jest odmianą matową tego syntetyku, co potęguję doznanie ekskluzywności. Stop! W specyfikacji producenta widnieje informacja, że tył pokrywa jednak plastik. Coś się nie zgadza. Nie wiem, jak to Chińczycy osiągnęli, ale 90% osób, którym dałem ten model do ręki, również stwierdziło, że rewers jest metalowy. Nawet specyficzny chłód słuchawki został zachowany, ale jednak jest to plastik. Zdumienie to za mało powiedziane. Delikatny połysk i minimalne zdobienia dodają wrażenia premium, a grawerowane logo Cubot dopełniania całości – jak dla mnie majstersztyk.

Rysy nie są mu straszne

X9

Poruszając kwestię wykonania, należy powiedzieć coś o trwałości tego materiału. Zebrałem się na odwagę, wziąłem w dłoń ostrą pineskę, zastanowiłem się jeszcze raz, czy to, co chce zrobić, jest dobrym pomysłem, zamknąłem oczy i….. pomiziałem nią trochę Cubota. Patrzę, żadnych rys?! To myślę sobie, „a raz kozie śmierć, przyłożę trochę siły”. I to uczyniłem. Nadal nic, najmniejszej ryski! Wytrzymałość jak na razie na plus.
Na koniec sprawdźmy jeszcze, jak wygląda spasowanie elementów. Łapiąc mocniej słuchawkę, ze środka obudowy nie wydobywa się najmniejszy pisk. Spasowanie rodem z flagowego urządzenia.

Szczypta innowacji

X9

Spójrzmy sobie na boki X9. Pierwsze co mi się w tym modelu nie podoba, to niepotrzebne napisy określające zastosowanie umieszczonych w tym modelu slotów. Po co to komu? Skoro już jest, to niech zostanie, bo zdrapać się ich nie da.

Zazwyczaj Chińscy producenci nic innowacyjnego nie wprowadzają do swoich urządzeń. Cubot jest inny. Na prawej flance znajdziemy dwa sloty – pierwszy na kartę Micro SIM,  drugi zaś na drugą kartę Micro SIM oraz … Micro SD. Nie to nie pomyłka. Dwa złącza w jednym slocie! Jeżeli potrzebujemy skorzystać z drugiej karty SIM, to w to miejsce wkładamy SIMówkę, jeżeli chcemy rozszerzyć pamięć, to umieszczamy kartę SD. Dzięki temu sami decydujemy, na czym bardziej nam zależy. Genialne! W prostocie siła!

Oprócz tego po prawej stronie umieszczono regulatory głośności oraz włącznik. Są one dobrze wykonane z odpowiednim skokiem, brak zastrzeżeń.
Na górnej części odnajdziemy jedynie złącze Jack 3.5 mm, a na dole port Micro USB, głośnik multimedialny oraz mikrofon.
Jeżeli ktoś jeszcze nie wiedział, jaki inny smartfon przypomina mu X9, to teraz już nie powinien mieć wątpliwości. Iphone 6 posiada nawet takie same śrubki zabezpieczające obudowę.

Narzędzie do selfie

X9

Front urządzenia jest połączeniem iPhona 6 z Meizu MX4. Bardzo ładne, eleganckie przyciski systemowe, które znajdziemy pod ekranem wskazują na produkt Meizu. Koło nich miejsce swoje znalazła dioda LED. Nad wyświetlaczem producent umieścił czujnik światła i zbliżeniowy, przyzwoity głośnik rozmów oraz aparat o rozdzielczości 8MPX z przysłoną F1.8. Z selfie byłem i jestem zadowolony.

Świetny ekran, w świetnym rozmiarze

X9

Ogólnej opinii o X9 nie psuje ekran. Przekątna 5” i rozdzielczość HD to całkiem niezłe połączenie. Daje to zagęszczenie na poziomie 294PPI. Jeżeli chodzi o ergonomię, to taka wielkość wyświetlacza w połączeniu z innymi parametrami pozwala na komfortowe przeglądanie treści bez obaw o zbyt małą przestrzeń roboczą, czy pikselozę.

Technologia ekranu nie rzuca na kolana – IPS brzmi nieco ubogo, lecz obraz już skromny nie jest. Barwy prezentowany na tej matrycy muszę uznać za bardzo dobre – nasycenie kolorów jest ok, odwzorowanie stoi na wysokim poziomie, głębia czerni jest nienaganna, a biel dostatecznie czysta. Ogólne doznania, odlotowe.

Jasność

X9

Jasność tego panelu jest nienaganna. 450 cd/m2 to wynik bardzo dobry jak na tę półkę cenową. Pozwala to na komfortowe przeglądanie treści nawet w dosyć mocnym słońcu. Szkoda tylko, że amplituda skrajnych podświetleń jest dosyć niewielka, przez co przestrzał pomiędzy maksymalną a minimalną wartością nie jest zbyt wysoki. Kontrast 1000:1 to cecha, którą musi koniecznie pochwalić się Cubot X9.

Kąty widzenia

Kąty widzenia, muszę przyznać są prawie pewne. Nie dostrzegam gruntowniejszych odchyleń od normy, co mnie bardzo cieszy, bo już nie każdy ekran IPS oferuje tak dobre kąty widzenia.

Ekran pokrywa szkło Gorilla Glass 2. Bardzo miło, w tej cenie jest to niezwykle ważne. Co ciekawe, od nowości na ekranie jest folia ochronna, a w zestawie posiadamy drugi egzemplarz.
Prawdopodobnie przez folie mamy czasami delikatny problem z dotykiem – raz jest nadwrażliwy, innym razem trzeba mocniej dotknąć ekranu. Oprócz niego gratis od producenta znajdziemy plastikowy case, który chronić będzie tył naszego X9. Bardzo miło, dzięki!

Podzespoły

Telefonem dowodzi ośmiordzeniowy procesor Mediatek MTK6592 o taktowaniu 1.4 GHz wraz z procesorem graficznym Mali 450 MP4, dochodzi do tego 2 GB pamięci RAM i w rezultacie można powiedzieć, że jest to dostatecznie mocny smartfon. Oczywiście, liczba rdzeni nie świadczy o drzemiących w nim mocach, ale w średniej półce cenowej i tak jest silnym telefonem. Na pliki producent przewidział 16 GB.

Bateria

Bateria o pojemności 2200mAh pozwala na jednym ładowaniu korzystać ze smartfona przez około 1.5 dnia. Wynik przeciętny, ale też nie można było się niczego innego spodziewać po tej pojemności.

Własna nakładka systemowa

Cubot X9 kontrolowany jest przez system Android 4.4.4 z autorską nakładką producenta. Jeżeli nieznana firma stawia na własnego launchera, to oznacza, że rynek technologiczny traktuje bardzo poważnie. Dla mnie jest to pewnego rodzaju wyznacznik, mówiący o tym, że dany produkt nie ma być kopią innego smartfona, mimo że wygląd X9 jest bardzo podobny do iPhone 6.
Jeżeli chodzi o sam interfejs, to nie obyło się bez błędów. Jednym, gruntownym problemem jest samo zwijająca się belka powiadomień, której albo nie można rozwinąć, albo za szybko się to dzieje. Ewidentny problem systemowy.
Nie mogę jednak mówić o samych wadach, bo nakładka jest mega ładna, bardzo przejrzysta i co ważne, nie obciąża systemu, bo telefon działa płynnie. Świetnie wyglądają biało-zielone ustawienia. Takie akcenty działają na zmysły użytkownika.

Aparat miłą niespodzianką

Patrząc na specyfikację X9, która pod względem aparatu jest identyczna co w testowanym przeze mnie UleFone Be Pro, pomyślałem sobie, że szału nie będzie. Kolejna lekcja – „nie oceniaj książki po okładce, a telefonu po specyfikacji”. Po 13 MPX aparacie o świetle F/1.8, matrycy CMOS i 5 elementowym obiektywie nie spodziewałem się zbyt wiele, wiedząc, co Be Pro oferował.
Fotografie wypadają zaskakująco dobrze. Ostrość jest bardzo dobra, szczegółowość miło zaskakuje. Co ważne, przybliżając fotki nie doznamy pikselowego uderzenia. X9 minimalizuje ten efekt poprzez płynne rozmywanie widoczne jako drobne kropki, które nie są tak agresywne co widoczne każde z osobna piksele. Jest to dużo lepsze zjawisko podczas zoomowania zdjęcia.
Plastyka fotek jest przyzwoita, barwy oddane są należycie, o ile fotografujemy w dobrym świetle. Jeżeli zabranie nam odpowiednich warunków to niestety telefon ma problemy z rejestracją kolorów.
Autofokus również mógłby działać nieco lepiej, ale rekompensuje to nam dosyć szybka migawka. Fotografie mimo wszystko na duży plus.

Cubot X9 umożliwia nagrywanie filmów w FullHD przy 30kl/s. W praktyce wideo wypada słabo – jest sporo szumów, szczegółowość jest mierna, tak samo, jak barwy i dlatego tym urządzeniem nie podjąłbym się filmowania czegokolwiek.

Podwójne oblicze muzyki

X9

Muzyka ma dwa oblicza. Jedno dobre, drugie już nie koniecznie. Jakość na głośniku zewnętrznym jest, powiedzmy sobie słaba – dźwięk jest zniekształcony, bardzo płaski, a na maksymalnej głośności ciężko nazwać to doznaniami muzycznymi. Jeżeli założymy słuchawki, to doświadczymy nagłego szoku. Jakościowo nutki robią szał! Puszczając swoją ulubioną piosenkę, można pobalować i wczuć się w jej klimat. Co ważne, equalizer działa bardzo wyraźnie i daje świetne efekty. Zakochałem się w trybie 3D, który daje nam poczucie, jakbyśmy rzeczywiście znajdowali się w sali koncertowej, albo chociaż jakimś klubie.
Na plus idzie również autorska, bardzo ładna aplikacja muzyczna. Jest kilka ślicznych animacji, które cieszą oko. Wszystko utrzymane w stylu interfejsu, więc nie ma zgrzytu kolorystycznego.

Wideo

X9 radzi sobie całkiem w porządku z klipami wideo. Na ogół odtwarza większość plików HD.
Mimo to zawsze posiłkuje się aplikacją MX Player.

Internet bez LTE

X9

Przeglądarka internetowa również jest mocną stroną Cubota.
Treści ładują się w niezłym tempie, tylko szkoda, że telefon nie został wyposażony w moduł LTE. Jest to spore rozczarowanie, zważywszy, że superszybki internet staje się coraz tańszy i bardziej powszechny.

Cena

Za około 150$ możemy kupić Cubota z portalu everbuying.net. Moim zdaniem jest to bardzo dobra oferta, zważywszy na to, co w Polsce możemy kupić za te pieniądze.

Podsumowanie

Mając do dyspozycji około 600 zł, można kupić dostępny na rynku polskim jeden z popularnych, markowych smartfonów i po kilku miesiącach zwyzywać go za lagi i wolną pracę (mowa oczywiście o Androidach). Innym wyjściem jest zaryzykowanie i zakup mniej znanego urządzenia np. Cubot X9 i radość z posiadania wydajnego urządzenia ze świetnymi multimediami. Jedyną, uporczywą wadą tego modelu jest okazjonalny problem z dotykiem i niewielkie wady systemowe. Mimo to X9 gorąco polecam.