Nowe, nie znaczy rewolucyjne – Test HTC One M9 [Mobileo #114]

Bartek Kułakowski | 24 maja 2015

Recenzja HTC One M9

Wstęp

m9

Zaczynając test One M9, należy od samego początku wspomnieć o wyglądzie. Z jednej strony cieszę się, że HTC nie zrezygnowało ze swojego dotychczasowego wzornictwa, bo co tu dużo mówić – Michał Anioł nie powstydziłby się takiego cuda. Niestety nutę goryczy również przyszło mi przełknąć, bo na dobrą sprawę, stawiając One M8 i M9 przed Panią Kowalską czy Panem Nowakiem, ciężko nie usłyszeć zdania „A to nie te same telefony?”. Projektanci Tajwańczyków po raz kolejny trochę się obijają, a zgarniają przy tym nie mały grosz, przedstawiając na dobrą sprawę zeszłoroczny projekt. Czas odświeżyć obudowę drogie HTC!
W kwestii wyglądu mogę i muszę się przyczepić jedynie do znaków towarowych na tyle obudowy. Paskudztwo, które nie powinno mieć miejsca.

Metalowy, ale niewytrwały

m9

Jeżeli zaliczacie się do osób, dla których większe znaczenie ma wygląd urządzenia od jego trwałości, a do tego wymieniacie telefon co rok, to M9 jest dla Was. Pytanie, ale dlaczego? Otóż po roku użytkowania testowany dzisiaj model będzie dosyć mocno „zmęczony”, o ile nie założymy na niego jakiegoś gumiaka, czyli silikonowego pokrowca. Koneserzy takich smartfonów raczej nie inwestują w drogą zabawkę po to, aby założyć na niego futerał za kilka złotych, więc wszyscy posiadacze M9 muszą przygotować się na dosyć sporą ilość rys i przetarć. Owszem, obudowa jest metalowa, przy upadku telefon nie rozleci się na części składowe, ale mogę Wam zagwarantować, że bez otarć i obić się nie obejdzie. Mój egzemplarz testowy również posiada takie znaki, a nie był jeszcze mocno eksploatowany.

Wymiary

m9

One M9 to urządzenie, które idealnie współgra z użytkownikiem. Nie bez znaczenia jest świetna waga w stosunku do grubości. Mowa tu o 157 gramach przy grubości 9.61mm. Można powiedzieć – gruby, opasły telefon – nic bardziej mylnego. Wygięta obudowa świetnie wpasowuje się w dłoń posiadacza i daje poczucie obcowania z czymś premium. Mimo że na papierze te parametry wychodzą słabo, to w rzeczywistości jest zgoła inaczej.

Przyciski i złącza

m9

HTC wreszcie przeniosło włącznik z górnej części urządzenia na prawą stronę. Posunięcie niezwykle trafne, o ile robi się to odpowiednio umiejętnie. Tajwańczycy niestety tego nie zrobili, bo przycisk power znajduje się za nisko i za blisko regulatorów głośności, przez co w 70% przypadków, zamiast włączyć telefon przyciskałem klawisz ściszania głośności. Nie łatwo się do tego przyzwyczaić, ale po pewnym czasie wejdzie w nawyk przesuwanie kciuka o kilka milimetrów w dół. Co ważne, po prawej stronie znajdziemy slot na karty Micro SD. Przeciwna stron to również miejsce do włożenia karty, tyle że Micro SIM.
Projektanci u góry umieścili tylko designerski, czarny pasek, a na dole port Jack 3.5mm i Micro USB.
Z tyłu oprócz haniebnych napisów znajdziemy grawerowane logo HTC oraz 20MPX wraz z dwustopniową diodą doświetlającą, która emituje zimne i ciepłe światło doświetlając przy tym scenerię naturalnymi kolorami.

Frontowy panel przysporzył mi o tyle problemów, bo zwyczajnie nie jestem w stanie znaleźć adekwatnych słów. Winowajcą takiej sytuacji są głośniki BoomSound, które przebijają wszystko, co do tej pory słyszałem. Bez sensu jest szukanie słów opisujących efekty dźwiękowe, bo takowych nie ma.

Na przednim panelu znajdziemy również aparat do selfie o rozdzielczości 4MPX. Fotki wypadają bardzo dobrze, aczkolwiek widziałem lepsze rezultaty na konkurencyjnych smartfonach.

Rozsądny ekran

m9

HTC wyposażyło ten model w matrycę o przekątnej 5” i rozdzielczości FullHD. Drogi producencie, chwała ci za to, chwała. Jakie mądre i racjonalne posunięcie z myślą o użytkowniku. W końcu któraś firma nie powiększa sobie ego poprzez pierdyliard pikseli na cal i pościg za jak największą wartością w tym aspekcie. 441PPI jest już na tyle wysokim wynikiem, że treści wyświetlane na tym ekranie są super ostre i zupełnie nie potrzeba wyższej rozdzielczości, a nie daj Bóg 2k, które w rzeczywistości zabije nam baterię, a o to przecież nie chodzi.

W tym modelu zaimplementowano ekran w technologii Super LCD 3, który cieszy się świetnym odwzorowanie barw, bardzo dobrym kontrastem, głębią czarni i czystością bieli. Naturalne kolory połączone z pozostałymi parametrami tworzą z wyświetlacza bardzo solidną matrycę, która zadowoli największych i najbardziej wymagających koneserów i kontemplatorów mobilnego piękna.

Jasność

Inna właściwość displeja, czyli jasność prezentuje się również nienagannie. Około 500 Cd/m2 to wynik bardzo dobry, wystarczający, aby pod gołym niebem nie mieć problemów z czytelnością obrazu. Do Super Amoledów trochę jeszcze brakuje, ale gwarantuje Wam, że na ogół będziecie zadowoleni z pracy w terenie na tym smartfonie.

Kąty widzenia

Kąty widzenie prezentują się dobrze, ale nie aż tak fenomenalnie, jak na klasę premium przystało. Podczas obracania telefonu pojawiają się na ekranie drobne prześwietlenia i spada kontrast. Specjalnie to nie przeszkadza podczas codziennego użytkowania, ale płacąc dosyć spore pieniądze, oczekuje się, że zakupione urządzenie będzie na tyle doskonałe, że z takimi pierdołami problemu mieć nie będzie.

Jesteś psują? Masz tendencje do rozwalania swoich urządzeń. Z M9 tak łatwo mieć nie będziesz. Front został pokryty szkłem Gorilla Glass 4, które w tej generacji zostało bardziej zabezpieczone na wszelkie upadki z wysokości. Oczywiste jest, że każde szkło ma gdzieś swój próg wytrzymałości, ale z Glass 4 szybko rozwalić tego smartfona nie powinniście, aczkolwiek dla chcącego nic trudnego.

Wydajność

m9

Wydajnościowo, M9 stoi w hierarchii mobilnej bardzo wysoko. Najnowsze podzespoły plasują tę słuchawkę w ścisłej czołówce, a wszystko za sprawą ośmiordzeniowego Snapdragona 810 wspieranego przez 3GB RAM i procesor graficzny Adreno 430. Śmiało można grać w najnowsze tytuły… ale do pewnego momentu. Mowa o chwili, gdy nie będziemy mogli utrzymać telefonu w dłoni przez piekielnie nagrzewający się korpus. Metal ma swoje wady i zalety, którego największym minusem jest problem z odprowadzaniem ciepła, kumulowanego pod metalową obudową. Ciężko się do takiego grzejnika przyzwyczaić, ale będąc optymistą – w zimę, chociaż chłodno w ręce nam nie będzie.
Na bank nie zabraknie nam pamięci na pliki. Wbudowane 32GB możemy rozszerzyć o kartę SD, za co ogromny plus.

Bateria

Podczas normalnego użytkowania, telefon zawoła o dodatkową porcję „jedzonka” po około 1.5dnia. Bardziej wymagające procesy, ciągły dostęp do internetu spowoduje konieczność podpięcia ładowarki już po jednym dniu. Mimo wszystko jest to lepszy wynik niż w innych flagowcach, dla których 2 dni pracy na średnim obciążeniu jest marzeniem niedoścignionym. Akumulator o pojemności 2840 mAh daje sobie radę.

System i interfejs

Android 5.0 Lolipop, odświeżona nakładka systemowa, to w skrócie o interfejsie, jednak tego tematu pobieżnie traktować nie będę. Jest zbyt ciekawie, aby o tym nie mówić.
Zamysł nakładki, cała jej koncepcja została nieruszona. Największe zmiany dotyczą wprowadzenia motywów, które całkowicie odmieniają naszą szatę graficzną. Co ważne, działają one należycie, bo w testowanym uprzednio przeze mnie Desire 820, niestety tak pięknie nie było.
Możemy pobierać tematy z wewnętrznego sklepu i dzięki temu dopasować urządzenie do własnych zapotrzebowań. Możemy też tworzyć własne kompozycje na bazie konkretnego zdjęcia, ciekawy bajer.
Gadżetem jest również widget mocno reklamowany przez HTC, dobierający nasze najczęściej używane aplikacji do obecnego miejsca, w którym się znajdziemy. Wystarczy zdefiniować lokalizację domu i pracy, a telefon sam nauczy się, które apki są naszymi ulubionymi. Sprawdza się, powiedzmy przyzwoicie, ale mnie to szczególnie nie porwało. Oczywiście na pokładzie nie zabrakło już bardzo znanej aplikacji Zoe do tworzenia filmów.
M9 to telefon, który działa kosmicznie szybko, bez jakichkolwiek zacięć, przycięć, czy najmniejszych klatkowań. Zdaje sobie sprawę, że prawdziwe obliczę smartfona wychodzi dopiero po kilku miesiącach, ale z tego, co mi wiadomo, M9 nawet po dłuższym czasie testowana jest równie szybki co po wyjęciu z pudełka. I to się ceni!

Fotograficzny progres

Poprzednia generacja była wręcz mieszana z błotem za śmiesznie brzmiące 4MPX, co prawda o technologii aparatu w takich sytuacji się zapominało, ale to już inna bajka.
W M9 zupełnie zmieniono matrycę, która oferuje znacznie lepsze zdjęcia niż w poprzedniku. Do Galaxy S6 daaaaaleeeeekooo. Rejestrowane zdjęcia wychodzą w dobrej szczegółowości, z naturalnym oddaniem kolorów, fajną głębią ostrości, ale kontrast jest zdecydowanie za wysoki. Z tego względu na wielu fotkach, w kadrach, w których dominuje biel i czerń kompozycja jest zafałszowana, a wręcz zniekształcona. W pozostałych warunkach telefon sprawuje się na piątkę, nawet gdy brakuje światła. Lampa ledowa jest na tyle mocna, że spokojnie doświetli 15m2 z całkiem niezły efektem. Robiąc zdjęcia pod światło, również zaznamy miłe zaskoczenie, bo pomiar światła sprawnie działa i nie mamy prześwietlonych zdjęć, z których nic nie można odczytać. Dochodzi do tego szybka migawka aparatu i ładnie zaprojektowany interfejs aparatu, w którym znajdziemy liczne funkcje dla profesjonalistów, jak i amatorów smartfonowej fotografii. Innymi słowy, każdy znajdzie coś dla siebie.

M9 oferuje nagrywanie w 4K. Rezultaty filmowania dużo lepiej ogląda się na ekranie smartfona, bo tam szczegółowość jest wyśmienita, ale po przerzuceniu na komputer czar dosyć szybko pryska. Filmy cechują się podobnie co zdjęcia, więc do podstawowych zapotrzebowań będzie w sam raz.

Filmy

Wsparcie kodeków filmowych jest imponujące. Testowany model poradził sobie z prawie wszystkimi moimi klipami, co jest dużą rzadkością. Oczywiście, gdyby sytuacja wyglądała zgoła inaczej, to wystarczyłoby zainstalować dodatkowy program i po kłopocie. Komfort oglądania wideo jest wysoki, mimo że specjalnie dużego wyświetlacza One M9 nam nie oferuje.

Muzyka cudem techniki

m9

O muzyce można mówić dużo, bo efekty są wręcz cudowne. Każda nuta pieści nasze uszy i nie nikt nie chce, żeby ta chwila się skończyła. Ciężko opisać takie wrażenia, bo M9 wskoczył na zupełnie inną orbitę audio. Absolutny kosmos. Na słuchawkach jest bardzo podobnie. Wyposażając się w klasowy zestaw, dzięki M9 możemy przenieść się do zupełnie innego świata. Aplikacja muzyczna nie została przebudowana. Cały czas widzimy tę samą apkę pozbawioną equalizera z bardzo ładną szatą graficzną. Jest do dyspozycji jedynie tryb Dolby Audio i na tym kończy się możliwość zmiany charakterystyki dźwięku.

Internet

m9

Przeglądarka internetowa w postaci Google Chrome zdecydowanie wygryza standardowy program do przeglądania internetu… ale zaraz, przecież go tu nawet nie ma. I dobrze! Nie potrzebny jest, bo Chrome śmiga jak opętany. Bardzo sprawne renderowanie stron, dynamiczne przechodzenie między kartami z poziomu menadżera zadań i co najważniejsze – stabilna praca. Do zadań internetowych jest to narzędzie wręcz idealne.

Cena

Aby stać się posiadaczem tego cuda, trzeba na stół wyłożyć nie małe pieniądze. Może to zaboleć kieszeń, ale za jakość się płaci. Szkoda tylko, że w cenę w tym przypadku wliczona jest ewolucja, a nie rewolucja topowej słuchawki HTC, bo liczyłem na więcej. Szczegółowe ceny znajdziecie, klikając w link poniżej.

LINK

Podsumowanie

HTC wypuściło produkt bliźniaczo podobny do poprzedniego. Fakt faktem jest to urządzenie bardzo dobre, ale zbyt mało zostało zmienione, aby móc liczyć na pierwszą 5 tego roku. Telefon zyskuje moją rekomendację, o ile nie posiadaliście już wcześniej One M8.